Jak każdy biznes, również media zachłysnęły się możliwościami jakie daje sztuczna inteligencja. Dzięki niej można tworzyć zdecydowanie więcej treści w krótszym czasie. Dla wydawców i serwisów informacyjnych więcej oznacza lepszy zarobek. Jednak zabiera nie ma róży bez kolców. Jeśli coś tworzysz na masową skale to przestaje to być premium. I tak oto sztuczna inteligencja powoli niszczy dziennikarstwo oraz media. Jak ten proces przebiega i w jaki sposób można niwelować jego skutki rozmawiałem w podcaście „Zalogowani” realizowanym przez Polskie Radio, a moim gościem był Robert Feluś.
Jak media i redakcje korzystają ze sztucznej inteligencji?
Po pierwsze AI może szybko i całkiem sprawnie sprawdzić tekst pod kątem błędów ortograficznych, stylistycznych i interpunkcyjnych. Praca korektora, który szczytuje każdy tekst w poszukiwaniu nawet najmniejszych odstępstw od gramatyki jest łatwa do zastąpienia. Ok, rozwój nowych technologii zmienia zawody, stawia nowe wyzwania – taka kolej rzeczy i pozostaje nam trzymać kciuki, że ci co stracili pracę przez sztuczną inteligencję znajdą coś nowego. Nie jest to też nic czego nie było wcześniej, bo edytory tekstowe już od dawna podkreślają nam błędy.
Po drugie, i to jest gorsze, sztuczna inteligencja może pisać całe teksty. Wybierasz odpowiedni prompt zaszyty w CMSie redakcyjnym, wklejasz link do tekstu źródłowego i po paru sekundach masz gotowy tekst. Zamiast tworzyć 5 do 7 tekstów, jesteś w stanie „stworzyć” (bo pisaniem tego nazwać nie można) 10 – 14. Jednak nie będą to żadne specjalne czy unikatowe treści. To będzie przysłowiowa „mielonka” informacyjna, która do życia czytelników niewiele wnosi.
„Korzystając ze sztucznej inteligencji będziesz miał więcej czasu na tworzenie autorskich tekstów” – pewien czas temu usłyszałem taki tekst w redakcji. Zapytałem się swojego gościa co sądzi o takiej „motywacji” do korzystania z AI. Robert Feluś udzielił jednoznacznej odpowiedzi…
Mediaworkerzy piszący dla algorytmów, zamiast dziennikarzy piszący dla ludzi
Tak teraz wyglądają największe media w Polsce (serwisy Agory, RASP, WP i wielu innych). Jak długo to przyniesie im zarobek, tego nie wiemy. Jednak, chociaż może jestem trochę naiwny, wierzę, że czytelnicy w zalewie „mielonki” przygotowanej przez sztuczną inteligencję zaczną wymagać więcej. Zaczną szukać czegoś więcej niż tylko prostych porad czy tekstów wykorzystujących takie emocje jak złość, smutek czy rozczarowanie.
Oczywiście większość z mediów czy serwisów zatrudnia jednego albo więcej dziennikarzy z prawdziwego zdarzenia, ale to przysłowiowa wisienka na dziennikarskim torcie AI. Na jednego dziennikarza przypada przynajmniej kilku mediaworkerów od „mielonki”, którzy mają za zadanie nabić jak najwięcej wyświetleń i zarobku z reklam. Jadczak, Słowik czy inny dziennikarz potem odbierze statuetkę za „Dziennikarza roku” czy najlepszy tekst, a jego pracodawca rozdmuchuje to na wszystkie możliwe strony tworząc iluzję, a może przykrywając raczej fakt, że zarabia na „mielonce” od sztucznej inteligencji.
Podczas inspirującej rozmowy z Robertem Felusiem poruszyliśmy też między innymi temat sukcesu „Kanału Zero” Krzysztofa Stanowskiego oraz odpowiedzialności jaka ciąży na wydawcach treści. Zapraszam do oglądania i słuchania!
Tekst powstał BEZ udziału sztucznej inteligencji.
Zdjęcie: adobe stock








