Przyszłość social media

przyszlosc

Właśnie dzieje się to, co duża część osób zajmująca się mediami społecznościowymi przepowiadała jakieś dwa, nawet trzy lata temu. Powoli odchodzimy od globalnych, olbrzymich sieci społecznościowych, a nasze aktywności kierują się w stronę mniejszych, ale bardziej ze sobą zżytych wspólnot opartych o geolokalizcję. Mimo to sądzę, że Facebook się i tym razem wybroni.

Można powiedzieć, że dokonuje się niewidoczna rewolucja. Tak jakbyśmy się świetnie bawili na outdoorowej imprezie i nawet nie zauważyli, że powoli zaczęło świtać (tudzież ściemniać się). Tak samo, niepostrzeżenie w nasze życie wkradają się mobilne aplikacje oparte o geolokalizacje czy messengery służące do komunikacji z bliskimi. Spytacie się dlaczego zatem Facebook czy nawet Twitter ciągle rośnie. Odpowiem Wam, że zapewne dlatego, iż ogół populacji naszej planety jeszcze nie nasycił się mediami społecznościowymi… jednak z każdym miesiącem jest coraz bliższy tego stanu. Wie o tym Facebook i Google. Dlatego też rozpaczliwie szukają nowych rynków takich jak Azja czy Afryka i są gotowe uzbroić ich mieszkańców w internet na swój koszt. Nie jesteśmy tuzami jak Mark – nie ogarniamy globalnych strategii. Nie zdajemy sobie sprawy, że będąc spółką notowaną nie giełdzie nie możemy sobie pozwolić na spadki – musimy ciągle rosnąć. Gdy raz spadnie nam liczba MAU zaczną o tym grzmieć media. Użytkownicy widząc to, na zasadzie dowodu społecznego, w coraz większych masach zaczną nas opuszczać, inwestorzy odejdą, akcje spadną i tak dalej…

Wygra genetyka sprzed tysięcy lat

Powoli zaczynamy zauważać, że kilkuset znajomych na Facebooku to nie to, na czym nam zależy. Zastanówmy się – mamy dziesiątki znajomych ze studiów, przypadkowych osób poznanych na imprezach, czy w poprzednich miejscach pracy. Nie utrzymujemy z nimi kontaktu w świecie rzeczywistym i zapewne nie mamy powodu tego robić. Po co je więc trzymamy? Przecież nie będą sprawdzać – ba! nie będą w stanie – kto z ich kilkuset znajomych wcisnął na profilu „unfriend”. Włącza nam się zmysł „kolekcjonera”. Podświadomie interpretujemy dużą liczbę znajomych jako dowód naszej „fajności” w świecie rzeczywistym oraz wirtualnym, więc każdy wykluczony znajomy to jak odjęcie sobie punktów lansu.

Jak rozwiązać ten problem? Jak zjeść ciastko i mieć ciastko? Odpowiedź jest prosta – przenieść się na nową aplikację, która zaspokoi nasze potrzeby, a Facebooka czy Twittera zostawić z setkami znajomych jako swoisty śmietnik/archiwum naszego życia.

W ten sposób wygra uśpiona genetyka sprzed tysięcy lat. Człowiek jest też zwierzęciem stadnym, jednak pierwotne stado różni się od tego Facebookowego w dwóch aspektach. Po pierwsze ilością: ciężko znaleźć jaskinię na 500 osób. Po drugie bliskością kontaktów: w małym stadzie z każdym nawiązujemy kontakt codziennie. Poza tym, stado 500 osób szybko by rozpadło się na kilka mniejszych ponieważ nie znalazłby się lider z na tyle silnym autorytetem, aby wszystkich ogarnąć.
Współczesnym odpowiednikiem stada jest rodzina i najbliżsi znajomi.

Localization is the f#$%ing new king!

I nic na to nie poradzimy. Nasze stado ma jeszcze jedną właściwość – fizycznie nie jest od nas zbytnio oddalone. Chcecie dowodów? Funkcja Facebooka „Nearby friends”, nowy Swarm od Foursquare’a z pokazaniem odległości zameldowań naszych znajomych czy… służący do powiększania stada Tinder ;-). Mówiąc dosadnie, mamy gdzieś co się dzieje dalej niż 10 kilometrów od nas, nie wspominając już o wydarzeniach na innych kontynentach.

Ilość informacji ze świata jest olbrzymia! Dużo większa niż nasze zasoby poznawcze. Nie jesteśmy w stanie ich przyswoić (nie wspominając już o przetworzeniu) więc ograniczamy ich źródła do lokalnych, które w założeniu mają największy wpływ na nasze życie.

W trend „ograniczonego stada” i lokalizacji świetnie wpisują się wszelkiego rodzaju komunikatory, które zyskują olbrzymią popularność: SnapChat czy WhatsApp.

Facebook się wybroni!

Dlaczego tak sądzę? Ponieważ w swoich szeregach ma świetnych ludzi, którzy partycypują przyszłość i potrafią odsiać trendy, które są chwilową modą od tych, które będą nam towarzyszyć latami. Dowodów daleko nie trzeba szukać: wyżej wspomniana funkcja „Nearby friends”, wykupienie za olbrzymie pieniądze WhatsApp, nieudana próba kupna SnapChata, która doprowadziła do stworzenia własnej aplikacji, czyli SlingShot.

Jest jeszcze jeden argument – oddzielenie Facebook Messengera od głównej aplikacji. Niby branża uważa to za durny pomysł, jednak swoje opinie może schować do szuflady. Mądre głowy dawno temu zrobiły fokusy i na podstawie ich wyników podjęli taką, a nie inną decyzję. Polecam czytać papierowe/tabletowe wydanie Fast Company 😉

::

W przeciwieństwie do wielu osób mam podstawy do spisywania takich rozmyślań, jak te przedstawione powyżej – z wykształcenia jestem psychologiem o specjalności media i reklama. Jednak zastrzegam sobie, że są to hipotezy, które będę weryfikował jak tylko wpadną mi w ręce jakieś ciekawe badania.

Jeśli już na jakieś natrafiłeś Drogi Czytelniku, nie omieszkaj ich umieścić w komentarzach. Dziękuję.

::
Photo By kraifreedom

O autorze

Pracę z mediami społecznościowymi rozpocząłem w 2010 roku w agencji Ogilvy Interactive. Kolejne doświadczenie zdobywałem jako dyr. ds. mediów internetowych w magazynie branżowym Brief oraz product manager w Grupie Onet-RAS oraz social media manager w Edipresse Polska.  Czytaj więcej >

POLULARNE WPISY

UDOSTĘPNIJ

Zobacz również na moje szkolenia

DODAJ KOMENTARZ