Czy opinia jest recenzją?

opinia

Recenzje i opinie. Mylenie tych dwóch pojęć stało się plagą w internecie. Niestety jest to jeden z objawów tabloidyzacji mediów.

Opinia jest jak dupa – każdy ma i może ją pokazywać. Opinie mamy na każdy temat polityki, kultury, sztuki, sportu. Opinie możemy wyrażać niezależnie od naszego stanu wiedzy czy doświadczenia w danej dziedzinie. Gwarantuje nam to prawo. Jednak przerośnięte ego blogerów postawiło znak równości pomiędzy opinią, a recenzją. Moim zdaniem jest to niedopuszczalne. Dlaczego? Ponieważ jest to nic innego, jak powszechnie piętnowana tabloidyzacja mediów.

::
Przeczytaj też:

 

 


Czym jest recenzja? Zapraszam do zapoznana się z jej definicją na Wikipedii. Jakoś nie wierzę w to, że blogerzy piszący „recenzje” specjalnie przejmują się kryteriami, które powinny być spełnione przy tworzeniu tej formy literackiej.

Zachęcam Was do przeczytania wywiadu z Filipem Łobodzińskim, byłym dziennikarzem muzycznym. Na zachętę wklejam fragment jego wypowiedzi:

Mam dużo wątpliwości, czy ludzi interesują jeszcze analizy muzyki od strony niefanowskiej. Widzę bardzo dużo, zwłaszcza w polskiej blogosferze, recenzji, które nie są recenzjami, lecz emocjonalnymi wypowiedziami na temat tego, czego się słucha, co czyta i ogląda. Z tego tak naprawdę niewiele wynika, bo autorzy nie umiejscawiają ich w szerszym kontekście. Nie pokazują na przykład, skąd się wzięło dane zjawisko czy wykonawca, do czego nawiązuje, w czym jest to wtórne i tak dalej. Takie pisanie służy wyłącznie opisaniu, dlaczego fajnie się czegoś słucha. W porządku, można i tak, ale przydałby się też jakiś szerszy kontekst – analiza formy, która tłumaczyłaby, dlaczego dźwięki są takie, a nie inne, dlaczego słowa, jeśli mają znaczenie, dotykają tego, a nie czegoś innego.

Pomimo tego, że powyższy fragment dotyczy recenzji muzycznych, to spokojnie możemy go przełożyć na kinematografię, gry i inne dziedziny. Oczywiście są wyjątki, ale są to blogerzy, którzy zawęzili swoją tematykę do obszaru, na którym rzeczywiście się znają. Gorzej jak bloger marketingowy czy lifestylowy nie ma o czym pisać i przywali swoją opinią na temat obejrzanego filmu nazywając ją dumnie recenzją.

Blogerze!

Ty w ten sposób krzywdzisz i oszukujesz swoich czytelników! Oni Ci ufają i gdy się wypowiadasz w danym temacie, to spodziewają się, że masz odpowiednią wiedzę. Nie. Nie jesteś znawcą kina jak Tomek Raczek bo gówno wiesz i gówno w życiu widziałeś. To, że po obejrzeniu 5 filmów Marvela w swojej „recenzji” napiszesz, który z nich jest najlepszy nie jest dodaniem szerszego kontekstu.

Wracając do Tomka, jak jego odbiorcy zareagowaliby na jego „recenzję” nowej kolekcji H&M? A może Michał Szafrański napisze o nowej Toyocie?

Blogerzy, róbcie co chcecie, dzielcie się opiniami ze swoimi czytelnikami, tylko proszę – nie podnoście ich do rangi recenzji. Oba pojęcia dzieli przepaść…

::
Zobacz również:

 

 

O autorze

Pracę z mediami społecznościowymi rozpocząłem w 2010 roku w agencji Ogilvy Interactive. Kolejne doświadczenie zdobywałem jako dyr. ds. mediów internetowych w magazynie branżowym Brief oraz product manager w Grupie Onet-RAS oraz social media manager w Edipresse Polska.  Czytaj więcej >

POLULARNE WPISY

UDOSTĘPNIJ

Zobacz również na moje szkolenia

DODAJ KOMENTARZ