Life is a social game

game-min

Nie oszukujmy się: nasze życie to jak swoisty World of Warcraft. Z tą różnicą, iż nie biegamy z siekierą w 10 osobowych zespołach szukając dorodnego smoka do ubicia.

Zaczynając od kilkudziesięciu nawet lat edukacji, gdzie naszym celem jest zdobywanie kolejnych szczebli wykształcenia, poprzez zdobycie najlepszych samic/samców rozpłodowych i kreowanie swojej ścieżki kariery zawodowej aby mieć dużo „golda” za które kupimy fajne „itemy”, a kończąc na swoistym emerytalnym „last man standing”.
Ciągle gramy! Centra handlowe i szukanie promocji to też gra. Zresztą przykłady możemy mnożyć i mnożyć…

Statystyczny człowiek uwielbia rywalizować, zdobywać nowe szczyty, rozwijać się. I chwała nam za to, bo bez tego nie było by postępu cywilizacyjnego. Jednak czy w życiu offline nie mamy już wystarczająco dużo rywalizacji?
Chyba nie, bo wszelkiego rodzaju gry zyskują coraz więcej zwolenników. Ba! Tęgie głowy marketingowe tą naszą skłonność do rywalizacji i osiągania kolejnych celów zaczęly wykorzystywać w swoich niecnych planach pod kryptonimem „Grywalizacja”.
W erze mediów web 2.0 i wyżej, gdzie nie angażują nas tak bardzo reklamy tv a klikalność banerów i mailingów liczona jest w promilach, grywalizacja jest czymś świeżym. Zapewnia kilkukrotny kontakt klienta z marką dając możliwość zmiany jego zachowań i nawyków.
Jak zwykle ktoś to zauważył jako pierwszy i wykorzystał. Tym kimś jest Zynga ze swoimi ponad 55 milionami „daily active users”w sumie dla wszystkich swoich aplikacji. W 3 lata osiągnęli tyle co EA w 15 lat. I nic dziwnego skoro w USA około 5% graczy Zyngi kupuje za realne pieniądze wirtualne kredyty.
Popularność gier Zyngi i jej konkurencji dostrzegły wielkie koncerny, które widzą łatwy i przyjemny product placement. Teraz nie zbieramy marchewki, teraz zbieramy marchew dla jednego ze światowych fastfoodów.

 

Do czego doprowadzi nagły rozwój grywalizacji? Ciężko powiedzieć. Jak na razie w życiu online, w przeciwieństwie do życia offline, gdzie edukacja, praca i rodzina to „gry” obowiązkowe, możemy grać w co chcemy. Na razie….
Czy na pewno będziemy chcieli rywalizować online, będąc atakowani setkami przekazów reklamowych? Bo może właśnie prowadzenie swojej farmy w spokoju od świata zewnętrznego czy bieganie po krainach w poszukiwaniu skarbów daje nam szansę na odpoczynek. Odpoczynek od tej prawdziwej grywalizacji, która nie ma opcji save i load.

O autorze

Pracę z mediami społecznościowymi rozpocząłem w 2010 roku w agencji Ogilvy Interactive. Kolejne doświadczenie zdobywałem jako dyr. ds. mediów internetowych w magazynie branżowym Brief oraz product manager w Grupie Onet-RAS oraz social media manager w Edipresse Polska.  Czytaj więcej >

POLULARNE WPISY

UDOSTĘPNIJ

Zobacz również na moje szkolenia

DODAJ KOMENTARZ