środa, 25 stycznia 2017

Tego brakuje Polakom

Z racji wykonywanej pracy jestem dosyć blisko polityczno-medialnej zawieruchy, która hula nad Wisła od blisko dwóch lat. Całe szczęście nie jestem w jej centrum, tak jak olbrzymia część dziennikarzy, pracowników mediów, a zwłaszcza polityków. Grzecznie siedzę pod daszkiem przy budce z piwem, sącząc złoty płyn i patrzę na padający wokoło deszcz. Ostatnio odważyłem się wychylić spoza tego daszku głowę. Wiem jedno:  muszę sobie sprawić dobrą pelerynę przeciwdeszczową. 


Polska, podobnie jak USA, została bestialsko przecięta na pół. Ja czuję się jak wnętrzności, które upadły radośnie pomiędzy lewą, a prawą stroną ciała. W sumie do żadnej z nich nie jest mi po drodze. Na moje nieszczęście obie rozcięte połowy, zamiast dążyć do połączenia się ze sobą i stworzenia silnego organizmu, ciągle obrzucają się mięsem (sic!).

Czego zatem brakuje do połączenia obu połówek? Co może być magicznym spoiwem, które sprawi, że Polacy zaczną działać w miarę jako jeden organizm, którego rola na kontynencie będzie co najmniej zauważalna? Moim zdaniem tym czymś jest szacunek.

Głosowałeś na prawo? A ja na lewo, ale spoko, możemy pogadać o sporcie i wspólnie wypić piwo przy skokach Kamila Stocha. Nie musimy się atakować na Twitterze czy usuwać ze znajomych na Facebooku. Nie sądzisz, że jest to dziecinne? Bo ja myślę, że BARDZO.

Chcesz, aby uchodźcy i imigranci znaleźli bezpieczną przystań i dach nad głową w Polsce? Super, szanuję Cię za twoje dobre serce. Jednak ja uważam, że trzeba to robić mądrze, mieć pewność, że nie odbędzie się kosztem naszych obywateli. Może usiądziemy wspólnie i pomyślimy jak to rozwiązać? Czemu nie!

Takich sytuacji, jak dwa przykłady powyżej, w polskiej polityce i mediach nie ma. I raczej długo nie będzie. A to oznacza, że nie będzie też życiodajnego spoiwa jakim jest wzajemny szacunek.

Wychowałem się na warszawskiej Pradze, dokładniej na Szmulkach. Dwadzieścia lat temu, gdy nie było internetu, obrażanie jednej osoby kończyło się w jeden sposób - tak zwaną "solówką", walką jeden na jednego. Nie twierdzę, że to było dobre. Jednak miało swoją magię. Po pierwsze trzeba było ważyć słowa, które się mówiło w swoim środowisku. Po drugie danie sobie po pysku kończyło spory szybciej niż wielotygodniowe dysputy. Może to jest to, czego potrzebują polscy politycy? Jakiś program w popularnej telewizji w prime time o tytule "Politycy walczą w oktagonie" (oktagon to nazwa klatki do walki dla zawodników mieszanych sztuk walki).

Oczywiście takie rozwiązanie ma wadę. Zapewne zainspirowałoby wyborców do zrobienia tego samego na ulicach miast. Niezbyt dobrze świadczyło by to o naszym kraju, gdyby pięć milionów obywateli polowało na kolejne pięć, a blisko trzydzieści obrywałoby rykoszetem. Dlatego lepiej, żeby politycy zrobili coś w rodzaju tajemnego kręgu znanego z kultowego "Fight clubu".

Co w tym obrazie nędzy i wzajemnego braku poszanowania jest najgorsze? To, że za największą agresję, falę nienawiści odpowiada dosyć mała w skali kraju grupa osób. Ich polem do popisu, gruntem, na którym czują się bezpiecznie, jest internet i media społecznościowe. Tam mogą szczypać, kąsać, anonimowo obrażać i wyżywać się na innych bez obawy, że ktoś wyzwie ich na "solo" jak za starych, dobrych czasów na Pradze. Niestety w epoce post truth i fake news (przeczytaj więcej na ten temat), wielu użytkowników internetu ciągle łapie się na niezweryfikowane i nieprawdziwe oskarżenia wobec innych. Co wtedy robią? Też zaczynają atakować i szkalować! To takie, trochę prymitywne, poczucie przynależności do "czegoś większego".

Jak walczyć z tymi kąsającymi fanatykami? Przede wszystkim nie wchodzić z nimi w długie dyskusje. To są trole, a dla troli Twój komentarz czy odpowiedź jest największą gratyfikacją i zachętą do dalszego działania. Wiem, że paluszki świerzbią, że chcesz im odpisać za każdym razem. Nie tędy droga. Dajesz się wciągnąć w ich grę. Pamiętaj też, że coraz częściej fanatyczni trole nie działają w pojedynkę. Oni się znają, wspierają, podsyłają linki do osób czy wypowiedzi, które trzeba "dojechać" i "zaorać".

Na koniec mam, drogi Czytelniku, do Ciebie krótki apel. O to żebyś szanował innych, nie traktował swojej wiary i przekonań jak świętej misji. Pamiętaj o tym, ale też ustaw sobie granicę, gdzie będziesz odcinał od siebie osoby agresywne. Zachowaj pewną higienę psychiczno-internetową. Gdy wchodzisz na Facebooka czy Twittera to masz się czuć swobodnie, bezpiecznie, a nie jak zaszczuty pies.

PS. Żeby nie było, trole i fanatycy są zarówno po prawej jak i po lewej stronie. W centrum też znajdziesz ich całkiem sporo. Wszystkim brakuje szacunku do drugiej osoby.


Przeczytaj też:  

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social