poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Account manager i jego grzechy pierworodne

Account manager to bardzo popularne stanowisko w branży reklamowej. Według najprostszej definicji jego zadaniem jest kontakt z klientem i przekazywanie jego próśb, zleceń, uwag do odpowiednich działów w firmie, tudzież agencji reklamowej. Niby nic prostszego, ale ciągle dobry account jest bardzo pożądaną osobą na rynku pracy. Dlaczego? Bo większość z nich popełnia błędy, które wymienione są poniżej.


Jeśli pracujesz na takim stanowisku i masz słabe nerwy to lepiej nie czytaj dalej. Rzeczy, o których pisze nie są wyssane z palca. Na poniższą listę grzechów account managerów zbieram treści od początku swojej pracy w branży, czyli ponad 6 lat. Są to rzeczy, których sam doświadczyłem, jak i zasłyszane od znajomych.

Grzech pierwszy: umiejętność pisania maili i briefów

A raczej brak tej umiejętności. Czytając maile od "akantów" czasami mam wrażenie, że są na poziomie dziecka z podstawówki, które napisało swoje pierwsze wypracowanie. Błędy w składni, wszystko pisane ciurkiem, bez bulletów, wyszczególnienia najważniejszych rzeczy.

Briefy czy poprawki od klienta to samo. Wyobraźcie sobie teraz, że oprócz accounta takim analfabetą jest też klient. Przecież to jak zabawa w głuchy telefon. Na koniec dnia dział produkcji/kreacji dostaje jakiś zlepek myśli oraz wytycznych i rzeźbi w tym gównie według własnego widzi mi się.

Efekt? To co zostanie stworzone zazwyczaj nadaje się do wyrzucenia i produkcja/kreacja musi robić dwa razy tę samą robotę.

Warto jeszcze wspomnieć o podgatunku account managera, czyli forward managerach. Są to osoby, które nawet nie silą się na to, aby zrozumieć papkę przesłaną od klienta, skonsultować kwestie sporne, tylko przesyłają surowego maila dalej. Jakim prawem takie osoby mają pracę i zarabiają od 3 do 8 tys. złotych miesięcznie? Nie wiem...

Grzech drugi: totalne poddaństwo względem klienta

Każda dobrze prosperująca firma bądź agencja reklamowa ma swoje zasady i harmonogram prac. Bez tego ani rusz. Raz na jeden lub dwa tygodnie wszyscy  się spotykają i wspólnie ustalają co mają zrobić (tak zwany sprint), w jakiej kolejności i ile godzin to zajmie. UTOPIA! Następnego dnia wszystko bierze w łeb bo przybiega zapłakany account z czymś na CITO, ASAP, na wczoraj czy ch.. wie na co.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ wcześniej nie zdyscyplinował i nie poinstruował klienta jak działa jego zespół. Ustalenie sprintu to rzecz święta i klient też musi mieć tego świadomość. Klient i agencja to podmioty równorzędne. Agencja nie powinna pełnić roli służalczej. Ba! To ona ma know-how i to ona powinna być stroną dominującą. Niestety większość accountów (i ich szefów) ma zbyt małe jaja, żeby tak wyglądała współpraca.

Plik o nazwie kampania_baner_750x200_v4_popoprawkach13.jpg to nie jest śmieszna nazwa. To jest norma. I to też wina account managera! Jeśli dasz sobie wejść na głowę klientowi to będzie Cię traktował jak popychadło.

Większe logo. Tekst bardziej w lewo. Tło jaśniejsze. A może wykorzystamy inne zdjęcie ze stocka? Ten tekst to jednak trochę bardziej w prawo. I trochę do góry. Albo w dół i ciemniejsze tło. 

Przecież to jest jakiś chory i okrutny żart! W agencji pracują graficy, specjaliści w swoim fachu, którzy spędzili tysiące godzin na robieniu grafik, banerów, storyboardów. I nagle account pozwala, żeby klient, który nie ma tej wiedzy pouczał i wskazywał błędy???!!! To samo tyczy się działań w social media, o czym pisałem we wpisie "Nasz klient, nasz kat" << kliknij i przeczytaj.

Trochę łatwiej mają programiści bo klient ze znajomością jakiegokolwiek języka programowania to wyjątkowa rzadkość.

Grzech trzeci: obietnice bez pokrycia

Grzech ten wynika z poprzedniego. Account zgadza się na wszystko co chce klient, bez wcześniejszej konsultacji z działem produkcji. Tutaj też wychodzi inny grzech większości akantów, czyli brak wiedzy. Osoba pracująca na tym stanowisku powinna mniej więcej wiedzieć co jej zespół jest w stanie (i w jakim czasie) wykonać.  Już obniżę swoje wymagania i nie chcę, aby każdy account znał możliwości poszczególnych języków programowania, ale jak czegoś nie wie, to niech najpierw spyta się swojego działu produkcji czy coś jest możliwe, zanim obieca to klientowi.

Dlatego wyżej stawiam project i product managerów wyżej w drabince stanowisk branżowych.

Grzech czwarty: kosztorysowanie projektów

W idealnym świecie wygląda to tak, że zanim jakiekolwiek prace agencja rozpocznie, przygotowywany jest kosztorys. W nim określa się osoby, które będą pracować przy projekcie, liczbę godzin ile im to zajmie, ich stawkę godzinową. Potem sumujemy to do jakiejś określonej kwoty, załóżmy do 20 tys. złotych. Jeśli w tej kwocie jest na przykład 80 godzin pracy, to rolą accounta jest pilnowanie, żeby to było 80, a nie 160 godzin. No chyba, że klient jest hojny i dopłaca za swoje fanaberie w postaci poprawek.

Załóżmy, że w takim projekcie grafik potrzebuje 16 godzin na zrobienie swojej części. Normalny account doda do tego jeszcze przynajmniej 4 godziny na poprawki od klienta. Daje to 20 godzin grafika "kupionych" przez klienta. Niestety accounci nie potrafią powiedzieć klientowi dość przy 13 wersji po poprawkach i w ten sposób narażają firmę, w której pracują, na straty, ponieważ klient płaci za 20 godzin, a finalnie dostaje 30, 40, 60 bo logo za małe, bo tekst bardziej w lewo itp. To tak jakbyście szli do sklepu, brali z półki 3 piwa, a kasjer skasowałby was za 2. Za takie coś szef sklepu kasjera by najzwyczajniej zwolnił! I jeszcze musiałby oddać ze swojego wynagrodzenia za to "gratisowe" piwo. Czy accounci oddają ze swojej pensji za przekroczenie liczby godzin z kosztorysu? Nie.

::

Mam nadzieję, że nikt za ten wpis się na mnie nie obrazi zbytnio. Być może część osób skłoni do myślenia. Z góry też zaznaczam, że nie jest ukrytym atakiem personalnym na jakiekolwiek osoby, tylko analizą sytuacji w branży. Oczywiście w stadzie czarnych owiec znajdzie się kilka białych owieczek, które robią swoją pracę dobrze - szczerze Wam gratuluje, ale nie brońcie proszę całego stada. Nie warto.

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social