czwartek, 28 maja 2015

Marketer to gówniany zawód

Tytuł Cię zaciekawił? Zanim zostawisz komentarz broniący tej profesji przeczytaj cały felieton. Być może się powstrzymasz i pójdziesz płakać gdzieś w kąt swojej sypialni.


Marketer i specjalista od mediów społecznościowych to zawody, które mają najmniejszy próg wejścia. Człowiek z ulicy po 3 miesięcznym stażu i odrobinie chęci do samokształcenia się może pracować w tej profesji. Szkoła i edukacja? Uczą teorii, która już dawno pozostała w tyle za praktyką. Jest to obiegowa opinia, która moim zdaniem wyrządza największą krzywdę profesji marketera.

Młodzi marketerzy (tacy przed 30 rokiem życia) chętnie słuchają na temat konwersji sprzedaży, programatic buying, ścieżkach zakupowych czy optymalizacji wysyłki newsletterów. Problem w tym, że słuchają, a nie robią. Zwłaszcza w małych i średnich firmach gdzie jedna osoba jest odpowiedzialna za cały marketing firmy i nie ma czasu na wszystko. Młodzi marketerzy też chętnie chłoną wiedzę na temat mediów społecznościowych, jakby to właśnie ona miała zbawić ich wyniki sprzedażowe. Ale o wpięciu piksla konwersji w swoją stronę WWW i dodaniu parametrów do linków z social media nie słyszeli…

I wtedy przychodzi doświadczony, wykształcony człowiek, z ponad 20 letnim doświadczeniem i zadaje tym dwa razy młodszym adeptom marketingu jedno pytanie, po którym zapada cisza:


“Co to jest ten marketing?”


Takie osoby jak Grzegorz Kiszluk (red. magazynu Brief) czy Maciej Tesławski to skarb. To marketerzy z krwi i kości, którzy zaczynali swoją przygodę na początku lat 90tych. Dla nich wszelkie nowinki technologiczne to jedynie narzędzia. Nie ekscytują się nimi, nie wynoszą ich pod niebiosa. Doskonale wiedzą, że marketing to nie sprzedaż, ale budowanie relacji, więzi z klientami. Dobrze targetowana reklama nic nie wskóra jeśli sprzedawana marka nie kojarzy się dobrze klientowi. Kupujemy pod wpływem emocji, nie tylko produkty FMCG (dobra szybko zbywalne), ale również samochody, komputery itp. Nie kupujemy laptopa, kupujemy Maca. Nie kupujemy samochodu, kupujemy Mercedesa i tak dalej.

Na najbliższym spotkaniu branżowym rozdajcie kartki i poproście o odpowiedź na pytanie czym jest marketing. Zapewne otrzymacie tyle różnych odpowiedzi, co odpowiadających. Może co dziesiąty wykaże się znajomością książkowej definicji - reszta odpowiedzi będzie “na czuja”.

Marketer nie kocha tego co robi

Skąd ten ostry i niesprawiedliwy wniosek? Z częstotliwości z jaką marketerzy i “specjaliści” od mediów społecznościowych zmieniają pracę. Zero przywiązania do firmy, uszy im się z radości trzęsą, jak kumpel powie, że u niego w agencji dostanie 1000 złotych więcej. Wystarczy spojrzeć na Wirtualne Media i Mediarun - tam newsów o przejściach jest dużo. Ale czy dotyczą one na przykład szefów IT, specjalistów od e-commerce czy big data? Oczywiście, że nie, bo oni kochają swoją pracę, siedzą nad projektami, które ciągną się długimi miesiącami. Gdy taki projekt skończą siadają z butelką wina i mają poczucie spełnienia, dobrze wykonanego zadania.

Ciekawa jest też tendencja kierunku w jakim odbywa się migracja pracowników zacnej profesji marketera. Otóż znacznie częściej uciekają ze strony agencyjnej na stronę klienta (normalnie jak na linii Warszawa - Londyn), niż w kierunku odwrotnym. W sumie nie ma co się dziwić. W agencji mają 2 wrzody na tyłku - w postaci szefa agencji oraz klienta (albo kilku na raz). Po stronie marki muszą tylko znosić przełożonego. No i czasami dział sprzedaży.

::Przeczytaj też::


Wróćmy jeszcze na chwilę do tematu definicji pojęć marketingowych. Ustaliliśmy, że większość marketerów nie wie czym jest marketing, ale kompletnie nie przeszkadza im to w posługiwaniu się innymi pojęciami. Content marketing, omnichannel, inbound, public relations, native advertising itp. Dorzućmy do tego setki różnych, dumnie brzmiących nazw stanowisk (oczywiście w języku angielskim) i mamy wspaniałe uzasadnienie ważności zawodu marketera. Akant i project manager to w większości agencji i działów marketingu ten sam zakres obowiązków. Możesz też być dyrektorem social media, a Twoim zadaniem będzie prowadzenie fan page’a i pieprzenie się z akceptowaniem postów u klienta, który zna się na rzeczy jeszcze gorzej od Ciebie (też jest marketerem ;-).

Całość składa się na bardzo smutny, wręcz przykry obraz polskiej branży. Prawdziwych specjalistów jest jak na lekarstwo - na jednego przypada dziesięciu “marketer star wannaby”. Stwierdzenie, że lepszy jest ten kto głośniej krzyczy idealnie pasuje do “branży”. No i odsetek blogerów jest znacznie większy niż w innych profesjach (tak wiem, przyganiał kocioł garnkowi).

Powiedzcie mi, że marketer to nie jest gówniany zawód… Całe szczęście udało mi się trochę wyskoczyć z tego zaklętego kółeczka i spojrzeć na nie z innej perspektywy.

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social