środa, 1 kwietnia 2015

Zmierzch blogerów darolosowych

Jaki jest sens wysyłania prezentów do blogerów i do wpływowych osób w internecie? Czy jest to skuteczne narzędzie promocyjno-reklamowe? Mam spore wątpliwości...



Szczerze? #darylosu, czyli prezenty wysyłane blogerom przez marki, są jedną z najgorszych rzeczy, które mogły przytrafić się blogosferze. Niestety w większości niemal cała blogosfera to zbiór infantylnych ludzi. Ludzi, którzy za wszelką cenę chcą zwrócić na siebie uwagę. Jeśli im się to już udaje, to obwieszczają swój sukces na wszelkie możliwe sposoby. Ogromnie się cieszę, że są takie osoby jak Michał Szafrański, które stanowią wzór do naśladowania jeśli chodzi o ogarnięcie biznesowe. Ale sam Michał blogosfery nie zbawi! #darylosu są świetnym sposobem na sprawdzenie, czy bloger jest poważnym partnerem biznesowym i wartościowym medium.

Jeśli jesteś blogerem, to radzę Ci nie czytaj dalej tego tekstu. Prawdopodobnie przeszyje on niczym strzała Legolasa Twoją dziecięcą wizję siebie, jako osoby wpływowej.

Jeśli pracujesz w marketingu, to ten tekst może otworzyć Ci oczy na wiele istotnych kwestii dotyczących współpracy z blogerami. Ba! Być może zwolnisz osobę, która zajmuje się mediami społecznościowymi i relacjami z blogerami w Twojej firmie...

Zaczynamy ostrą jazdę!

Blogerzy dostają prezenty od znajomych, a nie od marek

Niestety taka jest smutna prawda. Wielu przedstawicieli marek to blogerzy, albo ich znajomi. Dlatego też chętnie rekomendują wysyłanie prezentów. Potem razem rozpijają butelkę, którą im wysyłasz za swoje pieniądze Drogi Kliencie. Wiele takich transakcji odbywa się podczas pogaduszek na Facebooku.

Często bloger pracuje też w agencji reklamowej wysyłając prezenty swoim znajomym, których regularnie spotyka na spotkaniach blogosfery. A takich spotkań jest w tym momencie od groma!

Dar losu a zasięg

Najtańszy podarunek to około 20 zł plus przynajmniej 10 zł koszt przesyłki. Za 30 zł bloger zamieści fotkę (często słabą, bez pomysłu) na swoim profilu i fan page'u na Facebooku oraz na Instagramie. Powiedzmy, że na tych 3 profilach ma około 50 tys, obserwujących (co i tak jest dobrym wynikiem). Post dotrze bo jakiś 10 proc. z nich (edge rank na Facebooku), czyli do 5 tys. Za kwotę 30 zł można kupić od 3 do 8 tys. zasięgu wybranemu postowi na Facebooku...

Jak wysyłałeś droższe prezenty blogerom to trochę przepłaciłeś ;-)

Przeczytaj też:



Bogatemu wiatr w plecy

Ok, jestem szarym wyjadaczem chleba. Nie jestem sławny, zarabiam poniżej średniej krajowej. Wieczorem wchodzę na blogi, żeby się odprężyć po ciężkim dniu w pracy. Co widzę? Że blogerzy dostają coś za darmo. I się z tego cieszą, pokazują to na każdy możliwy sposób.

Co czuję?

Złość i zwątpienie. Kurczę, ja muszę płacić za coś co on ma za darmo. Jaka jest moja motywacja do wydania swoich, ciężko zarobionych pieniędzy? Nie za duża...

Blogerzy nie potrafią korzystać z darów losu! Jako osoby wpływowe powinny umiejętnie wybrane marki wpleść w prowadzoną narrację, styl życia itp. Naprawdę myślicie, że chwalenie się darmową najebką od Grants, Somersby czy Ballantines imponuje Waszym czytelnikom i odbiorcom?

Pamiętajcie też jeszcze o jednym:

Pokazując się z wafelkiem i soczkiem w ręce nikt po Was nie podjedzie Bentleyem. Szanujcie się proszę...

Lojalność i wdzięczność? Proszę Was...

Większość blogerów stoi non stop w drzwiach i przyjmuje kurierów. Ci najwięksi nie pokażą nic, jeśli do paczki nie będzie dołączona "koperta". Reszta robi wręcz harmonogramy co, kiedy i na jakim profilu ma pokazać. Ich obecność w social media jest zdominowana przez dary losu, sponsorowane imprezy oraz zdjęcia jedzenia.

Gdzie tu indywidualność? Gdzie subiektywność? O kreatywności można pomarzyć. Taki bloger nie jest ambasadorem ani jednej marki. Jest jak stragan na jakimś jarmarku rupieci...

::

Mam nadzieję, że marki zaczną swoje budżety marketingowe lokować w lepszy sposób. Taki, który przede wszystkim będzie skuteczny i mierzalny. Nie mam nic przeciwko, żeby pieniądze trafiały do blogerów, ale na innych zasadach, z pomysłem, jako element długofalowej współpracy.

Wtedy blogerzy "darolosowi" przestaną istnieć.

::

Na koniec. Ciekawe czy zarówno blogerzy jak i marki zapoznały się z ustawami o darowiźnie. Zwłaszcza, że zbliża się okres rozliczenia z Urzędem Skarbowym.

Przeczytaj koniecznie:


Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social