czwartek, 9 kwietnia 2015

Pokolenie biegających wegetarian

Bieganie i bycie wege - to evergreeny ostatnich tygodni w mediach społecznościowych. Czy warto się im poświęcić?




Wiosna za pasem. Pierwsze ciepłe dni sprawiają, że ze snu budzą się biegacze. Oczywiście ci nie-sezonowi biegają cały rok i nie boją się deszczu czy mrozu -20. Jednak nie zostawiają po sobie śladów w internecie. Są jak Yeti, których można zobaczyć na przykład na Polu Mokotowskim w Warszawie (jest ich tam całkiem spora populacja).

Ale "sezonowość" biegania i okres ekscytacji każdy musi przejść. To samo było ze mną w zeszłym roku - co bieg to status na Facebooku. Oczywiście komentarze i polubienia motywowały mnie do dania z siebie jeszcze więcej. Progres w wynikach motywował, ale im dalej w las tym ciężej. Być może też dlatego przestałem męczyć swoich znajomych mapkami i czasami treningów.

Powód do dumy?

Jeszcze pół roku temu śmiałem się z hasła "Dzisiaj wege, jutro homo". Uważałem je za durne (zwróćcie uwagę na czas przeszły). Nie jedzenie mięsa staje się powodem do dumy. Podobnie jak przebiegnięcie 10 kilometrów. Swoimi statusami w mediach społecznościowych krzyczymy:

Patrzcie jaki jestem zajebisty. Biegam, nie jem mięsa od dwóch miesięcy! Ależ mam silną wolę. A kim Ty kurwa jesteś?

Chwalimy się swoimi sukcesami, które gdzieś w podświadomości szepcą nam do ucha: "Jesteś lepszy od innych". Ale nie oszukujmy się - bieganie czy dieta wege nie jest wybitnym osiągnięciem (no chyba, że biegamy ultra maratony po górach). Niemal każdy może biegać i zrezygnować z mięsa. Jedyna trudność to podjęcie decyzji.

150 tys. Polaków przebiegło w życiu przynajmniej raz dystans 10 km. Pół miliona Polaków stosuje dietę laktoowowegetariańską (bez mięsa i ryb, ale z produktami mlecznymi). Drugie tyle osób jest weganami - wszystko co jedzą jest pochodzenia roślinnego. Ponad milion Polaków jada mięso i ryby sporadycznie. Powiedzcie mi gdzie tu jest wyjątkowość i powód do dumy? To już lepiej się chwalić, że ma się niebieskie koszulki z różowymi rękawami... To samo z pisaniem bloga. Jeśli to robisz to wiedz, że nie jesteś wyjątkowy. Pewne szacunki mówią o nawet 3 mln blogerów w Polsce.

Mieliśmy modę na burgery, na blogi, teraz na topie jest bieganie i wege. Jednak i to z czasem spowszednieje. Co społeczeństwo pragnące uwagi i uznania innych wymyśli w następnym etapie? Właśnie dlatego wcześniej wspomniane "Dziś wege, jutro homo" przestało mnie śmieszyć...

::
Przeczytaj wywiad

Najważniejszy jest zdrowy rozsądek

Jestem blogerem, biegam, odsuwam mięso ze swojej diety. Ale... nie szczycę się mianem blogera, nie stawiam się przez to na wyższej pozycji. Biegam z umiarem, należę do grupy szczęśliwców, którzy zrobili już magiczne 10 km. Ćwiczenia traktuję jako element dbania o organizm, a nie jako wyzwanie i ściganie się z innymi. W zdrowym ciele, zdrowy duch. No i zmniejszam ryzyko wystąpienia niektórych chorób. Nie jem mięsa "przemysłowego" czyli sztucznie faszerowanego karmą i antybiotykami drobiu, krówek, czy ryb typu panga. Ale nie miałem problemu, żeby przy rodzinnym stole w święta zjeść talerz żurku z białą kiełbasą. Mamie zrobiło się przyjemnie, chociaż doskonale wie, że raczej tego nie robię. Dobrze przyrządzonej ryby dobrego gatunku też nie odmówię.

Bo wiecie kto według badań ma silniejszą wolę? Właśnie ten, kto po pół roku bez mięsa zje schabowego i powróci na kolejne miesiące do bycia wege. Ten, kto nie czuje się źle, bo nie zrobił danego dnia treningu lub katuje się bo kolega biega szybciej.

Pamiętajmy, żeby w tym co robimy zachować zdrowy rozsądek: nie ścigać się z innymi. Motywacja wewnętrzna jest silniejsza (i zdrowsza) od zewnętrznej.

Żyjmy własnym trybem, a nie trybem osób, które szukają pustego poklasku w mediach społecznościowych.

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social