niedziela, 30 listopada 2014

Edge Rank dla zaawansowanych



100 tys. – tyle zmiennych wpływa na liczbę wyświetleń naszych postów na Facebooku, zamieszczonych na profilu prywatnym lub na facebookowej stronie. Jak sobie z tym poradzić?


Nawet najlepszym specjalistom social media będzie ciężko wymienić chociażby 50 zmiennych. Zostaje jeszcze 95550 niewiadomych, które decydują o sukcesie naszych działań na Facebooku. Absolutne podstawy, wałkowane od blisko dwóch lat na wszystkich branżowych serwisach, zebrał Pijaru Koksu w swoim wpisie. I chwała mu za to. Ja swój wpis poświęcę bardziej wymagającym osobom, które szukają czegoś ekstra.

Zanim wymienię kilka zmiennych, które mają większy wpływ na zasięg postów niż liczba lajków, komci czy udostępnień, chciałbym nakreślić pewne tło, kontekst, o którym musimy pamiętać STARAJĄC SIĘ analizować niezwykle złożony mechanizm wyboru treści, jaki w branży nosi nazwę Edge Ranku.

Dużo treści na raz

Rosnąca liczba treści (contentu) to bolączka nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla takiego serwisu jak Facebook, który musi każdego dnia dostawiać nowe serwery do swoich piwnic (a piwnice kupować co kwartał). Ale tu chodzi o coś innego. Tu chodzi o walkę o uwagę internautów. Doba ma 24 godziny, z których część musimy poświęcić na sen, pracę, jedzenie, potrzeby fizjologiczne, rodzinę, sex itp. W sumie to nie zostaje nam zbyt dużo czasu na wchłanianie treści. Treści się zmieniają tak, aby łatwiej je przyswajać. Dlatego wideo i infografiki świętują sukcesy. Niestety nasz mózg, który potrzebuje, optymistycznie patrząc setek lat, aby się dostosować, nie ma szans na poprawę swojej wydolności tu i teraz. Dlatego też nie ma innego rozwiązania jak kuratela treści. Przy obecnej liczbie nowopowstających treści i informacji nie ma szans, żeby posadzić nawet 100 tys. osób przed komputerami, aby dokonywały weryfikacji. Musi to robić algorytm taki jak facebookowy Edge Rank, czy ten, który leży u podstaw wyszukiwarki Google.

Dlatego Facebook przestaje być serwisem społecznościowym. Zamienia się w platformę do dystrybucji treści, która jest ściśle powiązana z panelem dystrybucji reklam. Jednak, aby te reklamy były skuteczne potrzebuje aktywności użytkowników serwisu. Problem w tym, że polajkowanie zdjęcia kotka nie daje mu informacji, które może wykorzystać do targetowania reklam. No i oczywiście wpis z kotkiem zabiera miejsce, które może zostać wykorzystane pod reklamę ;-). Kliknięcie w link kierujący do takich serwisów jak businessinsider.com czy economist.com daje konkretne informacje, ponieważ pokazuje zainteresowania użytkowników Facebooka.

Zmienne wpływające na zasięg postów – poziom ekspert

Nadszedł czas na przedstawienie kilku zmiennych, które naprawdę mają wpływ na widoczność naszych wpisów na Facebooku:

- Kategoria Facebook Page. Jeśli mamy stronę z kategorii produkt lub usługa to nie możemy liczyć na zasięgi wyższe niż 5 proc. liczby naszych fanów. Kto jest temu winien? Moderatorzy, którzy zamiast tworzyć wartościowe treści wolą śmieszne, obrandowane zdjęcia. Strony z kategorii media, wydawca mogą liczyć na zasięgi sięgające nawet 15-20 proc. Skąd ta dysproporcja? Ponieważ Facebook wie, że po stronie wydawcy pracuje zazwyczaj armia redaktorów produkujących wartościową treść. Miejmy nadzieję, że strony NGO też są traktowane przez Facebooka trochę lepiej.

- Im dłużej jesteś poza Facebookiem, tym większy zasięg. Brzmi kuriozalnie, ale ma to sens. Jeśli klikniemy w link do serwisu zewnętrznego i przeniesie nas poza domenę Facebooka, to musimy pamiętać, że im dłużej tam pozostaniemy, tym lepiej dla zasięgu naszego wpisu na FB. Wszystko po to, aby promować wartościowe treści, a nie sensacyjne tytuły, za którymi nie stoi żadna wartościowa treść. I tak – Facebook mierzy czas, po którym do niego wracamy po kliknięciu w linki. 

- Kliknięcia w link są bardziej wartościowe niż udostępnienia. Pokazywałem to już ponad rok temu na blogu. W tej kwestii nic się nie zmieniło.

- Pierwsze minuty są najważniejsze. W sumie największy truizm, ale warto o nim pamiętać. Zmęczmy wszystkich pracowników naszej firmy/wydawnictwa do tego, żeby ustawili sobie powiadomienia na każdy nowy wpis z fan page’a i niezwłocznie go lajkowali. Jeśli jest to link, to powinni w niego kliknąć i przez minimalnie 2 minuty gapić się nową zakładkę broń Boże nie wracając na Facebooka.

::
Przeczytaj też: 

::

Kilka słów objaśnienia. Przez ostatnie blisko 2 lata byłem odpowiedzialny za fan page magazynu „Brief”. W tym czasie nie odczułem drastycznych cięć zasięgów. Może dlatego, że strona należy do kategorii „wydawca” (publisher). Główną statystyką, na którą zwracałem uwagę były przekierowania na stronę WWW. Dzięki temu liczbę odwiedzin, bez wsparcia reklamą adwords, zwiększyłem o ponad 200 proc. W tym samym okresie liczba fanów skoczyła z 8 do 30 tys. z minimalnym wsparciem promowanych postów. Wszystko bez śmiechowych statusów rodem z Press albo Get More Social. Tylko konkretne treści i linki – bez kotów, memów czy wyśmiewania rozmów telefonicznych z pijarowcami…

Gorąco Was zachęcam do śledzenia z uwagą statystyk Waszych postów, wyciągania wniosków i eksperymentowania. Każda strona na Facebooku jest inna, ma odmienną grupę fanów, która charakteryzuje się swoimi zachowaniami. Kierujcie się wytycznymi różnych badań, ale miejcie też otwarte umysły i pamiętajcie, że takie badania są średnią, która niekoniecznie musi się odnosić do Waszego przypadku.

::
Przeczytaj też:

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social