środa, 20 sierpnia 2014

Przyszłość social media

Właśnie dzieje się to, co duża część osób zajmująca się mediami społecznościowymi przepowiadała jakieś dwa, nawet trzy lata temu. Powoli odchodzimy od globalnych, olbrzymich sieci społecznościowych, a nasze aktywności kierują się w stronę mniejszych, ale bardziej ze sobą zżytych wspólnot opartych o geolokalizcję. Mimo to sądzę, że Facebook się i tym razem wybroni.


Można powiedzieć, że dokonuje się niewidoczna rewolucja. Tak jakbyśmy się świetnie bawili na outdoorowej imprezie i nawet nie zauważyli, że powoli zaczęło świtać (tudzież ściemniać się). Tak samo, niepostrzeżenie w nasze życie wkradają się mobilne aplikacje oparte o geolokalizacje czy messengery służące do komunikacji z bliskimi. Spytacie się dlaczego zatem Facebook czy nawet Twitter ciągle rośnie. Odpowiem Wam, że zapewne dlatego, iż ogół populacji naszej planety jeszcze nie nasycił się mediami społecznościowymi... jednak z każdym miesiącem jest coraz bliższy tego stanu. Wie o tym Facebook i Google. Dlatego też rozpaczliwie szukają nowych rynków takich jak Azja czy Afryka i są gotowe uzbroić ich mieszkańców w internet na swój koszt. Nie jesteśmy tuzami jak Mark - nie ogarniamy globalnych strategii. Nie zdajemy sobie sprawy, że będąc spółką notowaną nie giełdzie nie możemy sobie pozwolić na spadki - musimy ciągle rosnąć. Gdy raz spadnie nam liczba MAU zaczną o tym grzmieć media. Użytkownicy widząc to, na zasadzie dowodu społecznego, w coraz większych masach zaczną nas opuszczać, inwestorzy odejdą, akcje spadną i tak dalej...

Wygra genetyka sprzed tysięcy lat

Powoli zaczynamy zauważać, że kilkuset znajomych na Facebooku to nie to, na czym nam zależy. Zastanówmy się - mamy dziesiątki znajomych ze studiów, przypadkowych osób poznanych na imprezach, czy w poprzednich miejscach pracy. Nie utrzymujemy z nimi kontaktu w świecie rzeczywistym i zapewne nie mamy powodu tego robić. Po co je więc trzymamy? Przecież nie będą sprawdzać - ba! nie będą w stanie - kto z ich kilkuset znajomych wcisnął na profilu "unfriend". Włącza nam się zmysł "kolekcjonera". Podświadomie interpretujemy dużą liczbę znajomych jako dowód naszej "fajności" w świecie rzeczywistym oraz wirtualnym, więc każdy wykluczony znajomy to jak odjęcie sobie punktów lansu.

Jak rozwiązać ten problem? Jak zjeść ciastko i mieć ciastko? Odpowiedź jest prosta - przenieść się na nową aplikację, która zaspokoi nasze potrzeby, a Facebooka czy Twittera zostawić z setkami znajomych jako swoisty śmietnik/archiwum naszego życia.

W ten sposób wygra uśpiona genetyka sprzed tysięcy lat. Człowiek jest też zwierzęciem stadnym, jednak pierwotne stado różni się od tego Facebookowego w dwóch aspektach. Po pierwsze ilością: ciężko znaleźć jaskinię na 500 osób. Po drugie bliskością kontaktów: w małym stadzie z każdym nawiązujemy kontakt codziennie. Poza tym, stado 500 osób szybko by rozpadło się na kilka mniejszych ponieważ nie znalazłby się lider z na tyle silnym autorytetem, aby wszystkich ogarnąć.
Współczesnym odpowiednikiem stada jest rodzina i najbliżsi znajomi.

Localization is the f#$%ing new king!

I nic na to nie poradzimy. Nasze stado ma jeszcze jedną właściwość - fizycznie nie jest od nas zbytnio oddalone. Chcecie dowodów? Funkcja Facebooka "Nearby friends", nowy Swarm od Foursquare'a z pokazaniem odległości zameldowań naszych znajomych czy... służący do powiększania stada Tinder ;-). Mówiąc dosadnie, mamy gdzieś co się dzieje dalej niż 10 kilometrów od nas, nie wspominając już o wydarzeniach na innych kontynentach.

Ilość informacji ze świata jest olbrzymia! Dużo większa niż nasze zasoby poznawcze. Nie jesteśmy w stanie ich przyswoić (nie wspominając już o przetworzeniu) więc ograniczamy ich źródła do lokalnych, które w założeniu mają największy wpływ na nasze życie. 

W trend "ograniczonego stada" i lokalizacji świetnie wpisują się wszelkiego rodzaju komunikatory, które zyskują olbrzymią popularność: SnapChat czy WhatsApp.

Facebook się wybroni!

Dlaczego tak sądzę? Ponieważ w swoich szeregach ma świetnych ludzi, którzy partycypują przyszłość i potrafią odsiać trendy, które są chwilową modą od tych, które będą nam towarzyszyć latami. Dowodów daleko nie trzeba szukać: wyżej wspomniana funkcja "Nearby friends", wykupienie za olbrzymie pieniądze WhatsApp, nieudana próba kupna SnapChata, która doprowadziła do stworzenia własnej aplikacji, czyli SlingShot.

Jest jeszcze jeden argument - oddzielenie Facebook Messengera od głównej aplikacji. Niby branża uważa to za durny pomysł, jednak swoje opinie może schować do szuflady. Mądre głowy dawno temu zrobiły fokusy i na podstawie ich wyników podjęli taką, a nie inną decyzję. Polecam czytać papierowe/tabletowe wydanie Fast Company ;-)

::

W przeciwieństwie do wielu osób mam podstawy do spisywania takich rozmyślań, jak te przedstawione powyżej - z wykształcenia jestem psychologiem o specjalności media i reklama. Jednak zastrzegam sobie, że są to hipotezy, które będę weryfikował jak tylko wpadną mi w ręce jakieś ciekawe badania.

Jeśli już na jakieś natrafiłeś Drogi Czytelniku, nie omieszkaj ich umieścić w komentarzach. Dziękuję.

::
Photo By kraifreedom

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social