wtorek, 4 marca 2014

Najedliśmy się Majdanem

No i stało się. Jesteśmy w historycznym momencie dla Europy (jeszcze nie wiemy jak bardzo) i nagle okazuje się, że więcej do powiedzenia mamy na tematy przyziemne. Tylko nieliczni decydują się na zamieszczanie statusów, silą się na dłuższe komentarze. Nagle z mojego newsfeedu zniknęli wszyscy social-digital-media specjaliści. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka.

 

Zasada "nie znam się, to się wypowiem" nie zadziałała. 

Wszyscy skupieni wokół własnego tyłka, marki, personal brandu czy innego fan page'a, nie mają nawet szczątkowej wiedzy na temat aktualnej sytuacji politycznej w bardzo bliskim sąsiedztwie Polski. Zapewne trzeba przeczekać kilka godzin jak ogarną kilka losowych newsów z tak bardzo rzetelnych serwisów jak Interia czy O2 i dopiero wtedy rozpocznie się kanonada.

Jest to przykre. Większość osób nie wie co się teraz dzieje, jaka jest geneza konfliktu. Tylko trochę osób próbuje się dowiedzieć i nadrobić zaległości - w tym ja. Nieliczni potrafią spojrzeć szerzej na temat, trzeźwo, bez emocji. Przy okazji wyciągają słuszne wnioski płynące z historii. Ciekawe jest to, że są to osoby, które mogą się pochwalić konkretnymi osiągnięciami w życiu i karierze zawodowej. Duże sprawy dla dużych ludzi?

Edit: powyższy akapit pisałem 2 dni temu. Zgodnie ze wszelkimi internetowymi prawidłami temat Ukrainy, Rosji i Krymu ulega wygaszeniu. Najedliśmy się Majdanem. Szkoda, bo każde kolejne doniesienie jest niepokojące, a sprawa interwencji Rosji na Krymie jest z historycznego i politycznego punktu widzenia kilkukrotnie razy ważniejsza niż bitwa na Majdanie.

Zachowujemy się jakbyśmy tej wojny chcieli

Być może brakuje nam, jako narodowi, kolejnego checkpointu w historii, który przypomni nam jak bardzo walecznym/pokrzywdzonym (niepotrzebne skreślić) społeczeństwem jesteśmy.  Jest tylko jedno "ale". Od 1939 do 1945 roku karabiny i butelki z benzyną w łapach dzierżyli hipsterzy z bujnymi czuprynami o ksywkach "Zośka", "Rudy", "Alek"... Takich jak oni były setki. Polecam Wam książki Aleksandra Kamińskiego - np. "Zośka i Parasol". Autor opisuje czasy okupacji i powstania w Warszawie. To co robili następcy wyżej wymienionej trójki to jest, mówiąc dzisiejszym językiem, jakiś cholerny turbo-hardcore. W 2014 roku, młodzieńcy o równie bujnych czuprynach przebieraliby nóżkami na terminalu na Okęciu w oczekiwaniu na samolot.

Na ulicach z bagnetami i karabinami biegaliby Ci sami panowie, którzy w zeszłą niedzielę tłukli się na Łazienkowskiej. Ci sami, co rzucali śmietnikami 11 listopada. I tych samych historia z czcią wspominać będzie za 50 lat.

Tylko czemu tej wojny pragną bardziej osobniki z Okęcia? Chyba, żeby mieć dobry pretekst do spieprzenia na zmywak.

O co w tym wszystkim chodzi?

Na koniec linki dla tych, którzy chcieliby coś więcej niż newsy z popularnego portalu horyzontalnego. Polecam jeden, dosyć długi artykuł i niezawodnego Maxa Kolonkę. Poświęcicie pół godziny, ale dowiecie się, że:

- dla Ukrainy nie ma ratunku
- Rosja tylko korzysta z sytuacji
- kto walczy tak naprawdę o władzę na Ukrainie
- jacy są sami Ukraińcy i dlaczego tak bardzo mylimy się nazywając ich braćmi...

Artykuł Rostislawa Wygranienko - zapoznajcie się koniecznie z tą treścią, oryginał jest w języku polskim. Treść pokazuje drugie i trzecie dno konfliktu.

Ukraiński Gambit Putina - Mariusz Max Kolonko jak zwykle trzeźwo i bez opieprzania się mówi jak jest.

Jakie problemy ma Putin - ten artykuł należy przeczytać z komentarzami, ponieważ jego treść jest trochę naciągana w jedną stronę - komentarze czytelników prostują to.

::
Stay sick, stay social!
Artur Roguski

::
Photo: freedigitalphotos.net / Victor Habbick

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social