sobota, 8 lutego 2014

Erystyka w social media


 

Do większości rzeczy trzeba dorosnąć. Nie tylko jako jednostka, ale również jako społeczeństwo. Jedną z takich rzeczy jest niewątpliwie umiejętna dyskusja, wymiana poglądów i rozwiązywanie sporów. Względna anonimowość i brak kontaktu wzrokowego drastycznie obniża tą umiejętność, zwłaszcza w social media. Poniżej znajdziecie kilka porad jak się poprawić w tej dziedzinie i jak reagować na osoby, które nie za bardzo erystyką się przejmują.


Osoby, które mnie znają zapewne uznają ten wpis za hipokryzje z mojej strony. Sam nie jestem święty i potrafię rzucić się w wir bezsensownych dyskusji toczących się online. Jednak stosując się do poniższych punktów udaje mi się znacznie ograniczyć swoje impulsywne zachowania.

Nie spodziewaj się jednak w dalszej części tekstu "know how" na temat tego, jak wygrać w dyskusji. Niestety erystyka w swojej obecnej formie nie do końca jest przystosowana do komunikacji w internecie. Artur Schopenhauer, jeden z jej ojców, napisał w swoich książkach wskazówki jak pokonać osobę, z którą prowadzimy spór (nawet jeśli nie mamy racji). Jednak dotyczą one sytuacji, gdy spór prowadzony jest twarzą w twarz, komunikacja jest symetryczna i bardziej trzymamy język za zębami w obawie, żeby ich nie stracić. W internecie takie pojedynki to pułapka. Ze względu na niesymetryczną komunikację mogą przeciągać się na wiele dni. Mają też zazwyczaj więcej obserwatorów, którzy w łatwy sposób mogą stać się jej uczestnikami. Dodatkowo najczęściej nie warto z całych sił dążyć do zwycięstwa - zwłaszcza z rozmówcami, dla których tylko ono się liczy.

 

Sprawdź z kim prowadzisz dyskusję

Wyrobiłem w sobie nawyk, że zanim odpowiem osobie, której nie znam, sprawdzam jej profil w poszukiwaniu wszelkich wzmianek na temat jej doświadczenia odnoszącego się do tematu rozmowy. Jeśli jest to specjalista z danej dziedziny to pochylam głowę i czytam/słucham tego co ma do powiedzenia. Niestety w internecie obrodziło osobami typu "nie znam się, to się wypowiem", lub co gorsze "nie znam się, to napiszę o tym na blogu". Wtedy profile takich osób są biedne jak oskubana kolba kukurydzy z KFC - brak informacji o wykształceniu i doświadczeniu zawodowym.

Pamiętajmy, że to działa w obie strony, więc uzupełnijmy też własny profil. Jeśli chcemy dyskutować na branżowe tematy to do jasnej anielki pokażmy swoje kompetencje.

Przykład offline: czy z kloszardem lub panią w obuwniczym porozmawialibyście o EdgeRanku?

Wzajemny szacunek

Broń boże nie zaczynajmy dyskusji stawiając się na wyższej pozycji. Od razu nastawiamy wrogo naszego rozmówcę do siebie. Pamiętajmy, ze wszelkie dyskusje i spory powinniśmy prowadzić po to, aby się rozwinąć, dowiedzieć czegoś nowego, a nie po to, żeby komuś dojebać ku własnej uciesze.Wymiana kilkunastu komentarzy pod wpisem na Facebooku może zaowocować wymianą doświadczeń, ciekawych linków itp. Jeśli zaczniemy dyskusję od słów "ty się nie znasz kmiocie" to szansa na taką sytuację spada.
Oczywiście od tej reguły są wyjątki, o których przeczytacie poniżej.

Ważne jak się skończy

Dyskusja w internecie to zazwyczaj spieranie się o to, kto ma rację. Niestety. Często obie strony mają rację, czasami obie jej nie mają. Są to sytuacje patowe, których nie warto przeciągać. Bądźmy pierwszymi, którzy zamieszczą komentarz podsumowujący całą dyskusję. Wypunktujmy naszą opinię, opinię naszego rozmówcy. Zakończmy frazą, że jak znajdziemy jakieś ciekawe badania/raporty, to zamieścimy je w tej dyskusji. Nie starajmy się na siłę wmawiać naszej racji innym bo kończy się to tym, że zaczynamy szyć z biodra i rzucamy argumentami z dupy, które nie do końca są merytoryczne.

Poczucie tego, że nasz komentarz ma zamknąć dyskusję to największe zło. Jest podobne do uzależnienia od hazardu i przekonania, że "siódemki" muszą się w końcu kiedyś złożyć w linię na hotspocie. Dobra rada - jeśli napisaliście już wszystko co dotyczy tematu, to pięknie podziękujcie za dyskusję i wyłączcie śledzenie postu na Facebooku. Serio, notyfikacje będą Was tam ciągle ściągać.

Pieprzyć wszystkich grammar nazi

Dyskusja i spór powinien dotyczyć merytorycznej strony wpisu czy artykułu. Niestety obrodziło w internetach kolejnym wkurzającym typem ludzi, którzy uważają się za tak zwanych "grammar nazi" i co gorsze, szczycą się tym mianem. Nie ważne, że napisałeś treść po tygodniowym researchu w internecie i jest bardzo merytoryczna. Nie ważne, że Twój komentarz ma 2000 znaków i odwołuje się do treści w 100 proc. Ważne, że ma literówkę, która neguje całą wartość merytoryczną.

Po pierwsze. Nie ma osoby, która nie popełnia błędów w pisaniu lub mówieniu. Nawet najlepsi redaktorzy i korektorzy siedzą w słownikach. Dodatkowo język polski się zmienia i czasami są sprzeczne reguły pisania pewnych słów czy zwrotów. Więc i pieprzeni grammar nazi też się mylą siłą rzeczy.

Po drugie. Jeśli widzisz u kogoś błąd i masz możliwość skontaktowania się z autorem przez prywatną wiadomość to to zrób. Ale nie, Ty wolisz pokazać swoją "wyższość" przypieprzając się w komentarzu publicznym. Najczęściej robisz to jeszcze pokazując swój brak szacunku do autora.

Po trzecie. Jeśli się ze mną zgadzasz w kwestii upierdliwości "grammar nazi" to wiedz, że nie zwalnia Cię to od poprawnego pisania. Powinieneś wręcz starać się mocniej, żeby mieli jak najmniej możliwości do dowalenia się.

No ale co zrobić, jeśli już komentarz z ortografem się pojawi? Popraw, podziękuj, olej, sprawdzaj dokładniej na przyszłość.

Raz, dwa, trzy... czytelnicy patrzą

Miej świadomość tego, że "jak Cię czytają, tak Cię piszą". Pod dyskusją może nie być lajeczków i innych komci, ale to nie oznacza, że nikt tego nie czyta. Wręcz przeciwnie - mogą to być dziesiątki osób takich jak Twój szef czy rodzina. Może to też być Twój potencjalny inwestor (w wersji dla startupowca). Ogólnie nikt nie lubi internetowych pieniaczy, hejterów i osób, które dopieprzają się bez sensu. To powinno Cię zachęcić do stosowania się do podstawowych zasad erystyki internetowej. 

Wcale nie musicie być mili dla ludzi

A co zrobić, gdy dostajesz komentarz "Jak poprawisz ortografy to przeczytam"? Miej swój honor, nie przepraszaj - jak komuś się nie podoba to trudno. Jedno pv Twojego świata nie zbawi. Oczywiście ortografa popraw czym prędzej ;-)
Pomijam fakt, że ktoś musiał tekst przeczytać uważnie skoro wie o błędach.
Dziękowaniem i przepraszaniem daleko nie zajdziemy - zostaniemy za to zdeptani. No chyba, że jesteśmy cholernymi perfekcjonistami. Ale nie łudźmy się, takie osoby to mniej niż 1 proc. populacji i zapewne nie zaliczasz się do tej grupy Drogi Czytelniku. Ja zresztą też.  Dlatego też cięta riposta jest jak najbardziej na miejscu. Użyjmy jej, aby ukuć złośliwą osobę (odbiorcom się to spodoba). I odejdźmy, taka osoba nie jest warta naszej uwagi.

 

Oszczędzaj swój czas. To Twój najważniejszy zasób

To stwierdzenie jest wspólnym mianownikiem dla większości z tych punktów. Te dwie godziny dziennie, które przeznaczacie na udowodnienie racji, że to właśnie wy macie rację możecie znacznie lepiej spożytkować. Na przykład czytając mojego bloga albo jakieś inteligentne książki ;-) Nawet jeśli okażecie się lepsi w erystyce od konkurenta to co wygrywacie? Talon na balon? Szacunek na dzielni? Najprawdopodobniej tylko samozadowolenie podobne do masturbacji.
Pamiętaj o tym, że wyżej wspomniana asymetryczność komunikacji i brak kontaktu fizycznego w dyskusjach i sporach w social media jest przekleństwem, wirusem, który zabija sztukę jaką jest erystyka.

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social