czwartek, 3 października 2013

Jak krew w piach k.... ..ć

Uwaga: wpis zawiera lokowanie wiązanek - niekoniecznie florystycznych. Jeśli masz mi później je wytykać w komentarzach to idź sobie drogi Czytelniku na stronę z historiami o teletubisiach.

Dopiero co, bo 19 września, Brief przeprowadził debatę na temat różnic pomiędzy dziennikarzami a blogerami. Parę dni później, w przeciągu kilku godzin spadają dwie bomby: jedna na dziennikarstwo, druga na blogerów. I niech mi znowu jakiś cwaniak, media specialist wannabe z podrzędnej agencji interaktywnej powie, że debaty nie są potrzebne...


Bomba pierwsza. Tomasz Lis z natemat.pl reklamuje we wpisie napój Powerade oraz siłownie, w której przygotowuje się do maratonu.

Bomba druga. Rada Etyki PR uznaje antyweb.pl za portal, a nie blog. W związku z tym Marcin M. Drews zostaje uznany za dziennikarza, a nie blogera. Co więcej twierdzi, że nie wolno łączyć pracy PR managera z dziennikarzem.

Niby dwie odmienne sytuacje, ale moim zdaniem mają wyraźny punkt styczny - chęć zrzucenia z siebie odpowiedzialności i zagwarantowanie sobie miejsca na luźne działania. Działania, które będą się wiązały z finansową gratyfikacją. I tak na dobrą sprawę bardziej wkurzają mnie opinie osób, które obserwują i, co gorsza, komentują obie sytuacje. W sumie gówno wiedzą o motywacji i celach jakie ma przed sobą Lis czy Drews, ale każdy może pierdolić swoje głupoty w web 2.0, takie czasy, taka koncepcja i takie predyspozycje.

Uśredniając wszystkie opinie internautów na temat obu "bomb" wychodzi na to, że większość jest negatywnych. Cięgi zbiera Tomasz Lis, obrywa się natemat.pl za wciskanie kitu z "reklamą natywną". Marcin Drews też dostaje rykoszetem i są wyciągane jego "brudy". Jednak w jego przypadku uderza mnie szczególnie jedna rzecz - wypieranie się dziennikarstwa. Cytuję:

"W biogramie zawarta jest też informacja, że korzystam z praw blogera i jestem w swych materiałach świadomie subiektywny. Intrygujące jest to, że inni blogerzy (casus: Kominek) nie mają z tym problemu. Co więcej, firmy zakładają własne komercyjne blogi, prowadzone przez PR Managerów. Praktyka znana i często stosowana, a jednak REPR jakoś nie widzi w niej problemu".

Ok. To ja idę na ulicę komuś przeszczepić nerkę, a jak mi się nie uda to będę się tłumaczył, że nie jestem chirurgiem. Poza tym inni nie-chirurdzy też robią takie operacje, więc czemu przypierdalacie się do mnie?

Tłumaczenie dziecka z piaskownicy a nie dorosłego człowieka. Panie Marcinie - tak boli dupa, że ktoś wymaga od Pana obiektywności i rzetelności? Śmieszą mnie jednocześnie głosy broniące Pana Marcina, zwłaszcza pochodzące od innych blogerów. Chyba też się boją...

Wracając do sytuacji z Tomaszem Lisem. On przynajmniej zarobił na całej sytuacji. Nie dość, że gaża od producenta napoju wpadła, to jeszcze dodatkowe wyświetlenia natemat.pl parę złotych wyklikały. Nad etyką dziennikarską i reklamowaniem produktów przez dziennikarzy nie będę się rozwodził. Mam swoje zdanie na ten temat, ale pozwólcie, że zachowam je dla siebie. Dlaczego? Bo nie o tym ten wpis jest.

Największym zwycięzcą jest Powerade. Niczym Poncjusz Piłat umył swoje dłonie, bo oczywiście internauci rzucą się na Tomasza Lisa. Jednak w monitoringu mediów zanotowany zostanie znaczny skok liczby wzmianek na jego temat...

Wracając do motywacji, która pchnęła mnie do napisania tego chaotycznego kłębka przemyśleń - boli mnie to, że dwie powyższe sytuacje podkopują autorytet zarówno dziennikarzy jak i blogerów. Słusznie czy nie, ale smrodek zostaje. Jestem zwolennikiem dobrej treści, pisanej przez profesjonalistów. Wiem też ile potrzeba wysiłku i umiejętności aby takową stworzyć. Dlatego jest mi trochę wstyd za ten kierowany emocjami wpis.

No ale jestem u siebie na blogu, gdzie nie jestem dziennikarzem, więc się ode mnie odpie... tralalala.


Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social