sobota, 28 września 2013

Nasz klient, nasz kat

Niestety coraz częściej słyszę niepokojące historie na temat współpracy klientów z agencjami zajmującymi się mediami społecznościowymi. Sądzę, że gdzieś głęboko, w zakamarkach biur rośnie poważny problem, który dotyczy nas wszystkich - zarówno specjalistów od mediów społecznościowych jak i marek, które chcą aktywnie w nich działać.


Zazwyczaj współpraca agencji social media z klientem rozpoczyna się od przygotowania dokumentu w formie prezentacji. Dokument taki zawiera założenia (a nie strategię o czym wcześniej pisałem) dotyczące komunikacji marki oraz dodatkowe działania, aktywności takie jak konkursy czy aplikacje. Założenia dotyczące komunikacji to nic innego jak szablon harmonogramu wpisów przeznaczony zazwyczaj na Facebooka. Ustalone zostaje jakie rodzaje wpisów będą zamieszczane, z jaką częstotliwością oraz w jakich godzinach. Taka klasyka polskiego jazzu.

I właśnie ten szablon harmonogramu jest wątrobą Prometeusza. Dosłownie.

Agencja jest zobowiązana do uzupełniania harmonogramu o nowe wpisy co tydzień lub dwa, a następnie przesyłania ich do akceptacji klienta. Klienta, który jest mitycznym ptakiem wyżerającym wnętrzności Prometeusza. Inaczej nie można nazwać sytuacji, w których odrzucana jest grubo ponad połowa wpisów.

Nie chodzi o literówki, złą jakość zdjęcia, błędy ortograficzne czy składnie na poziomie dziecka z pierwszej klasy podstawówki. Powody są bardziej kuriozalne - bo nie, bo mi się nie podoba, bo pani na zdjęciu jest szczęśliwa a nie podekscytowana. 

Drogi kliencie, jeśli to czytasz, to chciałbym się Ciebie spytać ile w życiu harmonogramów opracowałeś, ile wpisów na fan page z minimalnie kilkudziesięcioma tysiącami fanów przygotowałeś? Czy później siedziałeś przed komputerem i moderowałeś komentarze internautów?
Najważniejsze pytanie na koniec - gdzie tak dobrze nauczyłeś się komunikacji w mediach społecznościowych, że pouczasz doświadczone osoby, które zjadły własne zęby na tej pracy? Jednodniowe szkolenia to teoria, która mocno rozjeżdża się z praktyką.

Jeśli decydujemy się na zatrudnienie agencji to nie zatrudniamy niewolnika, którego możemy jebać w celu poprawienia swojego nastroju. Nie negujemy jego ciężkiej pracy "bo nam się wydaje, że wpis powinien wyglądać inaczej". Ja wiem, że Polacy są mądrzejsi od trenerów piłkarskich, lekarzy, polityków i ministrów... ale kto ma zmieniać ten wizerunek jak nie światli ludzie marketingu i reklamy?

Proszę, bądźcie świadomi tego, że niszczycie osoby po drugiej stronie. Ich psychika z każdym kolejnym harmonogramem i nie popartymi należytym komentarzami poprawkami staje się coraz bardziej zniszczona. Serio... ci młodzi, zdolni ludzie przestają wierzyć w swoje umiejętności, zamykają się w sobie. I nie chodzi mi o studentów, którzy prowadzą swój pierwszy fan page w życiu, ale o doświadczonych content designerów czy community managerów. Takich, którzy z sukcesami prowazili jedne z najbardziej kryzysowych stron na polskim Facebooku.

"Karny status" przy okazji należy się szefom i osobom zarządzającym agencjami. Za co? A za to, że rekrutujecie osoby, których później nie bronicie przed klientem bo:
1. nie chce się Wam
2. sami jesteście tępi i wiecie mniej niż osoby, które zatrudniacie
3. boicie się stracić klienta

W sumie to nie wiem kto jest bardziej winny.

Poniżej trochę anonimowych przykładów wziętych z życia. Najzabawniejsze jest to, że część z nich się dubluje z różnych miejsc ;-) Dziękuję wszystkim nadsyłającym!

Rekordy
Bicie rekordu w akceptacjach postów – na dwa harmonogramy na trzy tygodnie wprzód – zaakceptowane 2 posty.

Mistrzowie konsekwencji
Po uwagach, żeby nie nawiązywać do sportów ekstremalnych, dostajemy uwagę, żeby było coś z emocjami, np. zjazd na linie pod mostem… po wymianie zdjęcia, bo jest beznadziejne, miesiąc później dostajemy to samo zdjęcie, zaproponowane jako lepsze od tego, które my daliśmy…

Bo merytoryka ważną rzeczą jest...
Uwagi takie jak „zbyt banalne”, „grafika nieprzemyślana”, „Nie. Tak można o wszystkim napisać” ew. „To mogłoby się pojawić na każdym fan page’u”. Najlepiej pisane 35 i na czerwono, żeby kretyn z agencji zrozumiał, bo „skoro dajemy Wam uwagi, to nie po to, żebyście dyskutowali, tylko, żebyście je uwzględnili”.

... podobnie jak wiedza
Czy możemy w postach pobawić  się czcionką? Dajmy niektóre wyrazy tekstu kolorowe lub wytłuszczone.

To co czuję jest najważniejsze!
Druga część postu to po prostu nie prawda. Ja np. lubię tworzyć muzykę klubową  – nie jest to zajęcie, które wycisza.

Kreatywnym być
Tego dnia mamy dzień spódnicy/dzień strażaka/dzień porwanych rajstop, wykorzystajmy to!
Dajcie jakiś cytat z Kleopatry na grafikę i będzie ok.

Jestem empatyczny!
Ta pani na zdjęciu jest zbyt wesoła. Znajdźmy smutniejszą.

Starym wyjadaczem być.
Post nic nie znaczy. Nikt się w to nie zaangażuje.
Zdjęcie nie jest fajne. I nikt nam nie odpowie na to pytanie.
Jeżeli tak napiszemy tekst na grafice to nikt go nie zasharuje. Przeróbcie go proszę.

Pół akceptu to więcej niż brak akceptu
Spróbujmy tylko grafikę dajcie jakąś fajniejszą.
Post jest OK choć mógłby bardziej angażować.
Mamy znów takie samo hasło, ale post jest spoko.

Schizofrenia?
Generalnie nie podoba mi się post, brzmi jak reklama telewizyjna.
vs.
Post jest za długi i nie angażuje do dyskusji.


ufff.. a to tylko część tego co do mnie napłynęło ;-)

Na koniec taka mała refleksja - jak marka ma realizować właściwie swoją strategię, jeśli podczas tworzenia komunikacji jest taki chaos i bajzel?

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social