czwartek, 27 czerwca 2013

Blogerzy a reszta świata

Z tym co poniżej napisałem biłem się od pewnego czasu. Chodzi o zjawisko popularności blogerów w polskim internecie. I powiem wprost - ta popularność i szum są przecenione. Zapewne czytając ten wpis wyrobisz sobie, Drogi Czytelniku, opinię na mój temat dosyć nieprzychylną. Hipokryta, zazdrośnik, hejter... Jestem na to gotowy bo mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna osoba, która przyjmie moje argumenty "na sucho" i będzie miała ochotę na merytoryczną dyskusję odnośnie takiego medium, jakim jest blogosfera. A zatem...


Blogosfero - zmierzmy się!

Jednym z najbardziej irytujących mnie stwierdzeń jest to, że blogerzy z czasem wyprą dziennikarzy. Tak naprawdę to moje uczucia wobec takich predykcji są mieszaniną wyżej wspomnianej irytacji, zdziwienia, wkurzenia i politowania. Dlaczego tak jest?

Ponieważ bloger zazwyczaj nie ma warsztatu potrzebnego do pisania

Dziennikarze (chociaż przyznaję, że nie wszyscy) mają napisanych w swoim życiu setki różnych form dziennikarskich takich jak felietony, reportaże, artykuły, recenzje, eseje czy wywiady. Obstawiam, że 99% blogosfery nie potrafi wskazać różnic pomiędzy tymi formami lub nawet wskazać ich cech charakterystycznych. Czytając popularne blogi za cholerę nie widzę pomysłu na wpis. Zazwyczaj są to zlepki różnych myśli. Podczas lektury takiego wpisu z brakiem jakiegokolwiek szkieletu, bardzo szybko zapominamy co w nim było. Na świeżo, machinalnie klikniemy w "lubię to" lub skomentujemy go w mało odkrywczy sposób. Oczywiście do tego dochodzą literówki, nadmierne używanie słownictwa branżowego i technicznego. Ostatnio w modzie jest też rzucanie przekleństwami (taka konwencja) na lewo i prawo.

Są wyjątki i blogerzy, którzy mają bardzo dobrze opanowany warsztat pisania. To się chwali i życzyłbym sobie więcej takich osób. To w jaki sposób coś serwujemy innym ma duże znaczenie.

Sam mam w swoim warsztacie bardzo dużo do poprawienia. Być może już nigdy nie uda mi się go poprawić do bardzo dobrego poziomu czołowych dziennikarzy w kraju. Dlatego też nie mam ambicji bycia "elitą" blogerów. Proszę zatem, darujcie sobie argument mojej hipokryzji w komentarzach.

Dziennikarz to też charakter

Punkt pierwszy nie bez powodu jest zestawiony obok siebie z punktem drugim. Są to naczynia powiązane. Aby mieć warsztat na wysokim poziomie, trzeba być wytrwałym, dokładnym i sumiennym. Są to cechy mocno zakorzenione w człowieku. Świadczy o tym fakt, że sumienność należy do tak zwanej "wielkiej piątki", czyli pięciu cech mierzonych przez najbardziej popularny test osobowościowy. Oczywiście można z tym walczyć i nawet odnosić sukcesy w pracy nad sobą. Jednak taka walka jest wyczerpująca a z doświadczenia wiem, że bardzo łatwo wrócić do poprzedniego stanu rzeczy. Taki "efekt yo-yo" cech charakteru. 

Jak się łatwo domyśleć mam niezbyt wysoki wskaźnik sumienności we wszelkich testach, stąd też obawa, że nie uda mi się podnieść warsztatu pisania do założonego poziomu ;-)

Zasięg

Po pierwsze nie mówmy, że w Polsce są 3 miliony blogerów. Ta liczba pokazuje liczbę założonych kont na  platformach blogerskich takich jak Blogspot czy Wordpress. Gdyby blogerów było rzeczywiście 3 miliony to jadąc rano do pracy wypełnionym autobusem, powinienem podróżować razem z przynajmniej dwoma innymi blogerami. Kurczę, szkoda, że nie noszą plakietek, bo bym zagadał...

Instytut Monitorowania Mediów monitoruje ponad 1000 tytułów prasy lokalnej i regionalnej. W każdym tytule pracuje kilku dziennikarzy. Większość tytułów ma nakład i sprzedaż w tysiącach egzemplarzy. Jeśli założymy, że dziennikarz to bloger, który zamiast online pisze na papier, to mamy armię specjalistów z różnych dziedzin. I każdy z nich ma zasięg, którym nie pogardziłby nie jeden bloger.
Nie zapominajmy, że większość tytułów prasowych idąc z duchem czasu ma swoje strony WWW, które też mają olbrzymi zasięg, a treści piszą do nich też dziennikarze.

Po drugie. Ile jest wart zasięg blogerów? Tak zwana elita ma ponad 100 tysięcy odsłon miesięcznie. Reszta zdecydowanie mniej - po kilka tysięcy. Jeśli przyjmiemy koszt CPM (za tysiąc wyświetleń) na poziomie 30 PLN to z 100 tysięcy odsłon miesięcznie można wyciągnąć 3000 PLN. Oczywiście jeśli jesteśmy elitą. Jak to się ma do milionowych zasięgów większości portali, dobrze wiemy.

Czytelnicy bloga są bardziej wartościowi dla klienta? Nie do końca, bo przy obecnym rozwoju reklamy targetowanej już nie strzela się "na ślepo" kreacjami, tylko dobiera odpowiedni profil użytkownika na bardzo konkretnej stronie. Zwiększa to konwersję na leady sprzedażowe, które możemy mierzyć. Czy blogerzy potrafią powiedzieć jak ich blogi sprzedają produkty firm, z którymi współpracują?

Blog nie jest niczym specjalnym, jest tylko kolejną pozycją w rozbudowanym mediaplanie.



Każdy pisać może, trochę lepiej lub trochę gorzej, czyli witamy w Web 2.0

Web 2.0 i rozwój mediów społecznościowych to pożywka dla ludzkiego ekshibicjonizmu. Niemal każdy chce się czymś podzielić, pochwalić czy na coś pożalić. Lubimy jak ludzie nas słuchają. Lubimy jak nas czytają i udostępniają nasze treści dalej. Cieszymy się, gdy jesteśmy uważani za specjalistów w jakiejś dziedzinie.

Lekarze, architekci, prawnicy itp. - oni nie muszą pisać bloga, aby czuć się specjalistami. Na co dzień robią wiele pożytecznych rzeczy dla innych, od ich decyzji zależą losy nierzadko całych społeczności czy instytucji. Dziennikarze mają misję społeczną, którą jest informowanie społeczeństwa na temat bieżących wydarzeń z wielu dziedzin, głównie polityki i gospodarki. A jaka jest rola blogerów? Moim zdaniem rozrywkowa. Oczywiście są tacy, którzy piszą o bardzo konkretnej tematyce, ale jest to jednak mniejszość jeśli chodzi o zasięg. Nie można też blogerom odmówić charakteru opiniotwórczego, zresztą podobnie jak dziennikarzom.

Pisanie, aby dać czytelnikom rozrywkę, albo w celu ekshibicjonizmu nie wymaga świetnego warsztatu, ponieważ bardziej liczy się autentyczność i szczerość wypowiedzi.I teraz rodzi się następujące pytanie: co jest ważniejsze dla internautów? Rzetelna i obiektywna analiza/opinia dziennikarza, czy subiektywna, nacechowana emocjami treść od blogera?

Dziennikarze przespali swoją szansę

Wraz z nadejściem Web 2.0. zaczęło się rozwijać pojęcie "personal brandingu", zwłaszcza w mediach elektronicznych. Co więcej serwisy społecznościowe, platformy blogerskie, a ostatnio nawet sam Google dają narzędzia do budowania swojej pozycji w internecie. Nie skorzystali z nich odpowiednio szybko dziennikarze, dlatego są sami sobie winni, że na ich poletko wkroczyli dziarsko blogerzy. Szczególnie mocno odczuły to osoby zajmujące się modą, ponieważ blogosfera modowa urosła do bardzo dużych rozmiarów. A przecież zanim objawiły się szafiarki, na rynku prasy były tytuły związane z modą, trendami, w których pracowały doświadczone dziennikarki.

Dziennikarze dopiero uczą się, na przykład, Twittera oraz transparentności swojej osoby w internecie. Poza tym nie zapominajmy, że zazwyczaj jest tak, że dziennikarz pisze - bo musi, bloger - bo chce. Dla jednych jest to praca i zawód, dla drugich przygoda, która ma szansę zamienić się w normalny etat. Wierzcie mi, coś tam bloguję, ale też jestem początkującym dziennikarzem i podzielenie treści na dwie platformy to bardzo trudna rzecz, bo za każdym razem stoję przed dylematem jaki materiał gdzie zamieścić. Muszę zawieść Cię Drogi Czytelniku - lepsze kąski częściej trafiają na łamy Brief niż "Why so social".

Na koniec

Wylałem co mi na sercu leży w sprawie "świętej wojny" polskiej branży. Zapewne coś mi się przypomni jeszcze i dopiszę. Jeśli ktoś się z czymś nie zgadza, ma inne spojrzenie, doświadczenie to zapraszam do komentowania. Jestem tym wymierającym gatunkiem ludzi, który potrafi powiedzieć, że jest w błędzie i przyjąć wiedzę od innej osoby.  
Nie poruszyłem też tematu vlogerów, którzy zasługują na osobne opracowanie. Jednak już teraz jestem skłonny stwierdzić, że to przed nimi może rysować się najbardziej świetlana przyszłość.


Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social