środa, 2 maja 2012

Community Manager po polsku


Kim jest community manager? Jakie są jego obowiązki? I kim są te osoby w polskich agencjach zajmujących się i oferujących usługi social media.


Oczywiście w Polsce wszyscy lubują się w wymyślaniu nowych, fajnie brzmiących, angielskojęzycznych stanowisk. Tak więc jedno stanowisko doczekało się kilkunastu różnych nazw począwszy od "animatora społeczności" (czyt. reanimatora) poprzez "specjalistę do komunikacji w społeczności" a skończywszy na takich tworach jak "fan page guru". Po co to wszystko?

Po to, aby ściągnąć nowych rekrutów fajną nazwą pełnionej funkcji. Przecież każdy student lub absolwent kierunków humanistycznych marzy obecnie o pracy na Facebooku, prowadzeniu fUnpejdża (prześmiewcza pisownia nieprzypadkowa). Poza tym jest to zawód, o ile można to tak nazwać, który ma bardzo niski próg wejścia.

"Skoro jest humanistą to zapewne dobrze pisze" - myślą agencyjni generałowie podczas naboru. Słowo "dobrze" jest tu kluczem. Otóż nie koniecznie oznacza ono, iż rekrut pisze ciekawie i z pomysłem. Najczęściej zamyka się w nim tylko poprawne pisanie bez błędów ortograficznych.

::Przeczytaj też::


Procesy rekrutacji community managerów też bardziej przypominają telezakupy niż poważną, rzeczową rozmowę. Pomijając kwestie wynagrodzenia, które wahają się od kilkuset złotych do maksymalnie półtora tysiąca (przecież student nie je), warto przyjrzeć się zadaniom rekrutacyjnym. Jeśli choć trochę jesteśmy już zaprawieni w bojach to podsyłamy strony, które prowadziliśmy bądź blog, który jest naszym oczkiem w głowie. Ale i tak dostajemy zadanie rekrutacyjne polegające na napisaniu do kilku fan page'y kilku przykładowych postów.

W tym miejscu niektórzy rekruterzy przynajmniej wysilą się i w jednym suchym zdaniu zapewnią potencjalnego kandydata, że jego praca nie zostanie wykorzystana przez agencję. Chciałbym w to wierzyć. 20 kandydatów pisze po 10 przykładowych wpisów i nawet po odsianiu tych totalnie beznadziejnych mamy setkę, która jest, przy częstotliwości jednego postu na dzień, contentem wystarczającym na kwartał.
Wspaniałe korzystanie z crowdsourcingu!

Zresztą innych "kwiatków" i dziwnych zadań jest o wiele więcej na drodze rekrutacji. Nie będę przytaczał. Takie rozmowy są poufne. Jak na spowiedzi: ksiądz nie może w żadnym przypadku złamać tajemnicy. A korci... i to strasznie.

Jak to wygląda poza naszym krajem. Otóż, aby prowadzić społeczność wymagane jest minimalnie 2 letnie doświadczenie. Bardzo często nie tylko w social media, a również w całej działce z napisem "Interactive". Powszechnym wymogiem jest też bycie specjalistą w danej branży. Czasami wymaga się wręcz pracy na konkretnych klientach w przeszłości! Ogilvy w Chicago otworzyło swoją komórkę do spraw social media -  Social @ Ogilvy (w 2012 roku). Na stanowisko community lub content managera wymagane jest doświadczenie od 4 do 7 lat... czyli trzeba było być w branży zanim ktokolwiek na poważnie myślał o mediach społecznościowych.

Jakie są powody takiego stanu rzeczy? 

Po pierwsze: niewiedza kim jest community manager. Świadczy o tym chociażby fakt łączenia jego pracy z content designerem. Dla klienta community manager zazwyczaj jest osobą od wrzucania postów. Dla fanów strony klienta jest natomiast ewangelistą, życzliwym doradcą, pomocnym kumplem.

Łańcuszek jest zatem prosty: agencja nie potrafi przekazać (sprzedać) klientowi jak ważną rolę pełni osoba odpowiedzialna za codzienną opiekę nad fan pagem, w konsekwencji czego klient płaci mniej za prowadzenie strony. Agencja i tak przyjmie zlecenie (bo jak nie oni to ktoś inny - w końcu jest ciężko na rynku) i zatrudni osobę za takie pieniądze, aby został jeszcze jakiś pieniążek "na czysto".

Po drugie: rekruci nie mają się od kogo uczyć. Wszystko muszą ogarniać sami, nie mają nad sobą doświadczonego, senior community managera, który podpowie, wyjaśni. Osoby rekrutujące to generałowie nie będący w większości nigdy na pierwszej linii frontu. Co najwyżej sypną linkiem z info o której godzinie powinno się postować według amerykańskich badań. Nawet jeśli rekrut ma szczęście i ma obok siebie kogoś, kto na froncie już trochę powalczył to bardzo często usłyszy co najwyżej coś w stylu: "twoje posty są jakieś suche", "nie będzie lajków i komentarzy". Wyjaśnień brak. Wszystko jest intuicją osoby o rzekomo większym doświadczeniu.

:: Dowiedz się jak ::


Po trzecie: praca na alibi. Świeżak na wstępie dostaje przykazy typu: "jeden post na dzień, zamieszczany o tej godzinie". I tak przez pół roku jak nie dłużej. Każdy dzień w pracy community managera jest dniem innym. Zazwyczaj dochodzą nowi fani, uciekają starzy, Facebook wprowadza nowe funkcjonalności, nowa konkurencja podjada share of voice. Tytułowe stanowisko wymaga również pewnej dozy ciekawości, chęci eksperymentowania i szukania optymalnych rozwiązań (kampanie social ad też się optymalizuje, prawda?). Nawet jeśli rekrut te wspaniałe cechy posiada, to i tak są szybko killowane. Najpierw przez przełożonych, potem przez niskie wynagrodzenie i ogrom pracy. Po pewnym czasie przychodzimy do pracy, piszemy, postujemy, chwilę popilnujemy i o równej godzinie uciekamy do domu.



Na koniec kilka zdań wyjaśnienia. Nie twierdzę, że tak źle jest wszędzie. Jest w Polsce kilka miejsc, gdzie wszystko maksymalnie zbliża się do ideału. Swoim wpisem chciałbym zwrócić uwagę na to, jak ważna jest praca community managerów, którzy teoretycznie nie mają urlopu ani wolnego weekendu. Pracują 24/7. Szczerze życzyłbym sobie, aby w naszym kraju na pierwszej linii socialowego frontu stało więcej wyjadaczy, przy których będą dojrzewać kolejne zastępy zdolnych community managerów. Życzyłbym sobie również, aby częściej do prowadzenia stron angażowano zdolnych blogerów, pisarzy czy nawet celebrytów.

Marketing

Blogosfera

Wywiady

Copyright © 2014 Why so social